wtorek, 1 stycznia 2013

I. Omdlenie.

Perspektywa Lorcana.

- Chodźcie - rzucił tata ciągnąc mnie i Lysandra za rękę. Mój brat jak bezwładna lalka sunął się za naszym ojcem więc i ja musiałem tak zrobić, gdyż w tamtej chwili wydało się to rozsądniejsze niż wszczynanie kłótni. Przebrnęliśmy przez peron, znamy go jak własną kieszeń, razem z Lysem często tam przychodziliśmy żeby się poszwędać i porozmawiać. Stanęliśmy przed wejściem do pociągu.
- Do widzenia, przyjedziecie na święta, prawda? Będziecie pisać do mnie i do taty? - zapytała mama, która miała łzy w oczach. Jej dzieci wylatywały z gniazda, straszne, doprawdy. Przytuliła się do ojca szlochając w jego jasnoniebieską koszulę.
- Będziemy mamo - rzuciłem z ciepłym uśmiechem żeby jej jeszcze bardziej nie dołować.
- Pilnujcie się - powiedział spokojnie tata głaszcząc po ramieniu mamę. Uścisnął nas, a potem mama zaczęła szlochać o tym jak my sobie poradzimy. Usłyszeliśmy wołanie konduktora i weszliśmy do pociągu.
- W końcu Hogwart - odparł Lyss wchodząc do korytarza - Ty też się tak cieszysz?
- Czy ja wiem? - rzuciłem - W końcu nauka...
- ...ale bez ględzenia o tym, że mamy ubierać ciepłe swetry i czytać Żonglera - dodał szybko mój brat. Zaśmiałem się gdy przypomniałem sobie mamę czytającą pismo wydawane przez jej ojca, naszego dziadka, siedząc w fotelu, który jest imitacją pluszowego, wypchanego, mięciutkiego misia. W końcu znaleźliśmy przedział, w którym był Lou, Fred, Ali, Roxy, Vic, Rozy i Hugo. No właśnie, Hugo. Stanęliśmy w drzwiach przedziału, Lys był pierwszy.
- Siema, dawno się nie widzieliśmy - rzucił na powitanie a reszta odpowiedziała skinieniem. Zajęli nam miejsca, miło. Ja wpakowałem się do przedziału następny, jak zwykle czerwieniąc się po spojrzeniu na Hugiego. Co ten mały, no niby w naszym wieku, ale co on ze mną robi.
- A gdzie reszta? - zapytał Lyss rozglądając się po przedziale.
- Są w następnym przedziale. Gdy ludzie przestaną łazić to połączymy te dwa przedziały.
- Ale jak? - zapytałem siadając między Lou a Fredem.
- Znaleźliśmy zaklęcie - odpowiedziała szybko Ali
- Ja uważam, że to zły pomysł. A jak nas nakryją? - stwierdziła Rozy.
- Kogo nakryją? - powiedział James otwierając gwałtownie drzwi do naszego przedziału. Victoria aż podskoczyła ze strachu i rzuciła na niego wściekłym wzrokiem.
- Idioto, pukaj!
- Jestem u swoich, mogę przychodzić kiedy chce - wytknął jej język. Zachowywali się jak rodzeństwo pomimo, że nim nie byli.
- Przywitalibyście się chociaż z nami - spojrzał na mnie i po chwili na Lysa.
- Dobra, dobra - odparliśmy razem. Zdarzało nam się tak. W końcu jesteśmy bliźniakami. Wstałem niechętnie i poczłapałem do następnego przedziału. Był o wiele większy niż nasz. Była tam cała reszta naszych znajomych czyli wymieniając po kolei, od lewej: Lucky (jak zwykle w kącie, nołlajf totalny), Domi (nołlajfi razem z Lucky), Al, Fini, Teddy i Agi.
- Cześć - rzuciłem sucho wchodząc do przedziału. Gromada ludzi wyrwana ze śmiechów i zaciętych dyskusji na wszelkie tematy spojrzała na drzwi i zaczęła się witać. Gdy po 15 minutach witania się, krótkiego gawędzenia poszliśmy z Lysem do naszego przedziału nikogo tam nie było.
- Ej, gdzie są... wszyscy? - zapytał mój brat rozglądając się po przedziale. Wzruszyłem ramionami na znak, że nie mam pojęcia. Nagle ktoś wepchnął nas do przedziału tak mocno, że Lysander poleciał na mnie a ja upadłem na podłogę. Potworny ból, ciemność...

Perspektywa Lysandra.

James popchnął mnie tak mocno, że wpadłem na Loriego. Poczułem silny ból w skroni, gdy zobaczyłem ludzi z naszego przedziału szybko siadających na swoich miejscach i wstałem z pomocą Jamesa.
- Przepraszamy - odparł szybko James podając mi rękę - wyjaśnienia później, cały czas my i wy tu byliście, jasne? Lori, rusz się, szybko! - pociągnął go do góry.
- Lori? Lori! - krzyknęła Roxy Lorcan był nie przytomny a z ust płynęła mu krew. James przewrócił go szybko na plecy.
- Biegnę po pielęgniarkę! - zawołał i wybiegł z przedziału. Rzuciłem się na Loriego, nie myśląc za wiele zacząłem go klepać po policzku i wołać jego imię, desperacko je powtarzając. Nie liczyło się nic tylko to czy nic mu się większego nie stało. Nagle ktoś odciągnął mnie od niego. Fred i James wzięli go na nosze, które nie wiem skąd się wzięły. Miałem krew na rękach, starłem ją z ust własnego brata. Wstałem i z jakby nieobecnym wzrokiem pognałem za pielęgniarką i moim nieprzytomnym bratem.

Perspektywa Lorcana.

Znalazłem się w ciemnym pokoju. Rozejrzałem się, w rogu siedział mały, rudowłosy chłopiec, w którym rozpoznałem Hugiego. Miał on smutne, zapłakane i podpuchnięte oczy. Liczne siniaki na jego ciele, związane nogi i dziwnie wygięta ręka wskazywały na to, że ktoś go więzi Nie widział mnie, tak przypuszczałem. Nagle przez do pokoju wpadł młody, umięśniony mężczyzna. Uśmiechnął się złośliwie i spojrzał na swoją przyszłą ofiarę jaką był mały. Zaczął go powoli rozbierać, a brązowooki zaczął się szarpać i głośno krzyczeć. Podleciałem do niego próbując coś zdziałać, szarpałem się z tym kolesie ale on nic nie czuł... byłem duchem, niewidzialną dla innych zjawą. Krzyczałem, błagałem by ktoś coś zrobił, bezsilność była silniejsza. Chciałem wybiec z pokoju, dać komuś znać co tu się dzieje. Pobiegłem do drzwi, które odparły mój atak z taką siłą, że rzuciły mną o ścianę. Mogłem tylko patrzeć jak ten zboczeniec zaczyna swój gwałt na MOIM Hugim, mojej małej kruszynie, którą muszę chronić przez złem... Nagle obraz stał się zamazany i zniknął. Usłyszałem zdenerwowany głos Lysandra wrzeszczącego na pielęgniarkę by coś zrobiła. Otworzyłem oczy. Potworny ból głowy przyprawiał o dreszcze. Zobaczyłem James'a, Lysandra, kobietę, która zapewne była pielęgniarką i w końcu Hugiego. Zdenerwowanego, lecz całego. Nie posiniaczonego, wręcz uśmiechniętego na widok tego, że się przebudziłem. Miałem tak wielką ochotę go przytulić, właśnie teraz, w tej chwili lecz gdy ruszyłem do przodu ból głowy stał się jeszcze gorszy niż gdy leżałem. Wróciłem na swoje miejsce. Wokół mnie, każdy do mnie coś mówił lecz ja słyszałem zaledwie śmiech Hugiego, który ściskał moją dłoń uśmiechnięty od ucha do ucha. Uśmiechnąłem się do niego blado i poczułem gdy ktoś mnie przytulił. Lysander. Kocham go, zawsze tak bardzo się o mnie martwił...
- Co się stało..? - zapytałem szeptem i podniosłem się lekko na łokcie.
- Upadłeś, to przeze mnie. Ja popchnąłem Lysandra, on upadł na Ciebie a ty uderzyłeś o podłogę - wyznał ze skruchą James.
- Nawet nie wiesz co ja przeżywałem przez tego debila! - zbulwersował się Lys.
- A Hugo się uparł żeby tu wejść. - dodał J.
Mały uśmiechnął się nieśmiało i przestał ściskać moją dłoń, chcąc ja zabrać. Trzymaj dalej, pomyślałem i złapałem ją w ostatniej chwili. Kocham Cię, od tak dawna... chciałem powiedzieć, pragnąłem mu to wyznać... Ale nigdy nie było okazji.... Ekhm, nie mówmy o mojej słabości to tego pięknego, rudowłosego, brązowookiego, małego, słodkiego... Ekhm, no, Hugiego. Pielęgniarka pozwoliła mi, po namowach mojego brata, wrócić do przedziału. Wszyscy czekali zdenerwowani a ja nadal nie do końca kontaktowałem. Uspokajał mnie jedynie ciepły uśmiech Hugiego. Gdy wszedłem do przedziału wszystkie osoby siedzące tam westchnęły z ulgą.
- Nareszcie! - pisnęła z radością Roxy i przytuliła mnie do siebie. Zawsze traktowała mnie jak młodszego brata. Objąłem ją i usiadłem obok niej. Obok mnie usiadł Hugo, co było dla mnie, szczerze mówiąc, wyzwaniem, żeby się nie podniecić i nie stracić kontaktu z rzeczywistością. Nagle w szybkę zapukała mała sówka ledwo nadążając za będę powietrza. Ali otworzyła szybko szybkę i ptak wleciał na kolana Roxy. W jej dziubku był mały liścik, zaadresowany właśnie do Roxy. 'Wyjdź do toalety - Yukio.' - tyle zdołałem przeczytać zanim ta ucieszona nie wybiegła z przedziału. Lysander skorzystał z okazji i usiadł obok mnie.
- Jak się czujesz? - zapytał przypatrując się mi jakbym miał zaraz umrzeć - Jesteś taki blady - To przez tego małego słodziaka siedzącego obok, pomyślałem i zarumieniłem się lekko - I się rumienisz! Masz gorączkę?! - przyłożył mi dłoń do czoła i zaczął mnie  'badać'. Zawsze był nadopiekuńczy, ale to dobrze o nim świadczyło. Nagle poczułem jak ktoś z drugiej strony gładzi lekko moją dłoń. Hugo... Serce zaczęło mi walić, zrobiłem się jeszcze bardziej czerwony niż byłem. Wokół nas panował gwar, w przedziale było dużo ludzi ale mimo to nie było duszno. Przynajmniej innym bo ja od gorąca zaraz mógłbym spłonąć. Mały sadysta, mały kochany sadysta. Nagle do przedziału wpadł Teddy i jakaś nie brzydka dziewczyna. Rzucili mi, Hugiemu, Lysandrowi i Lou szaty i poszli dalej. Zarzuciłem ją na siebie i położyłem rękę tam gdzie wcześniej, pragnąc by nadal ją głaskał. Doczekałem się. Zaczął ponownie miziać palcami moją dłoń. Miałem ochotę zamruczeć ale to było by dziwne dla reszty otoczenia. Wróciła Roxy, tak jakby trochę rozczochrana i czerwona na policzkach ale jakże szczęśliwa.
- Ja się chyba domyślam gdzie ona była... - zaśmiała się Ali patrząc na moją rozanieloną 'przyszywaną' siostrę. Po 15 minutach śmiechu, zabawy pociąg wreszcie stanął na stacji a my mogliśmy spokojnie wyjść. Byliśmy już kiedyś w Hogwarcie, na pierwszych w historii Hogwartu 'dniach otwartych'. Wysiedliśmy z Lysandrem z pociągu a ja próbowałem doszukać się Hugiego lecz nigdzie go nie widziałem. Gajowy zawołał nas i wsiedliśmy do łodzi gdy reszta uczniów jechała wozami. Lysander gdzieś się odłączył.... Usiadłem sobie w jednej z mniejszych łódek i czekałem na niego.
- Mogę? - usłyszałem zza siebie słodki, uprzejmy głosik Hugiego.
- J-jasne - odparłem nie wierząc we własne szczęście. Mały, z moją pomocą usiadł w łódce, która leniwie ruszyła do przodu. Uśmiechnąłem się do niego a on zarumieniony odwrócił twarzyczkę w drugą stronę.
- Dziś nasz pierwszy dzień - zacząłem byleby zacząć - cieszysz się? - Mały tylko pokiwał głową, na tak. Uśmiechnąłem się i chuchnąłem mu w ucho. Zaśmiał się słodko i zakrył uszko łapką. Złapałem za nią. Byliśmy ostatni i nikt nas nie widział. Musnąłem ustami wierzch jego dłoni a on zarumienił się jeszcze mocniej ale nie zabrał ręki tylko cichutko zamruczał. Pachniała wanilią i była niesamowicie gładka, jak u małego dziecka... Przytuliłem ją do swojego policzka, czym chyba go speszyłem. Dojechaliśmy w końcu na drugi brzeg. Niechętnie wygramoliłem się z łódki i pomogłem mu wyjść. Ruszyliśmy w stronę Hogwartu i znów go zgubiłem. Weszliśmy. Nic się nie zmieniło... Znalazłem wzrokiem Lysandra, który bez żadnych emocji rozglądał się po pomieszczeniu. Na szczycie schodów stał wujek Neville, który miał nas zaprowadzić do Tiary Przydziału. Po jego wstępie wtoczyliśmy się za nim do Wielkiej Sali. Inni uczniowie byli zdziwieni, że przybijaliśmy piątki większości uczniów ze starszych klas.
- Lysander Scamander! - wywołał mojego brata wujek a on usiadł na krześle. Na głowę włożyli mu tiarę. Po kilku chwilach wykrzyknęła:
- Ravenclaw!
Rozległy się brawa przy stole Krukonów a słabo ucieszony Lysander przetoczył się do stołu gdzie przywitało go kilku uczniów.
- Lorcan Scamander! - w sumie mogłem się spodziewać. Usiadłem na stołku, założyli mi Tiarę na głową, niszcząc mi fryzurę.
- A więc, zawsze dostajesz to czego chcesz... inteligencja... nie porównana...naprawdę, Hugo Weasley?! - trafiła w mój czuły punkt.
- WYBIERAJ DOM A NIE. - warknąłem w myślach.
- Ravenclaw! - krzyknęła donośnie Tiara a ja dołączyłem do brata. Po nas była już tylko ciemnowłosa, ładna dziewczyna trafiająca do Slytherinu i Hugo. Mały, kochany Hugo. Modliłem się by trafił do nas, do Ravenlcaw ale wiedziałem, że on, jako Weasley, trafi do Gryffindoru.
- Gryffindor!
Wiedziałem. Lekko załamany patrzyłem na mojego małego księcia myśląc nad tym jakie lekcje będziemy mieć razem. W końcu jesteśmy pomieszani na lekcjach. Zaczęła się uczta. Niechętnie nałożyłem sobie sałatki i zacząłem powoli przeżuwać każdy kęs. Po godzinie dyrektor McGonagall zarządziła koniec uczty i poszliśmy za prefektami do naszych domów. Poczłapaliśmy za naszą prefektem o niebieskich oczach i ciemnych włosach przypominającym Johnego Deep'a.
- Hasło to Koliber - ogłosił głośno sobowtór Deep'a i weszliśmy do pokoju. - Dziewczyny na lewo, chłopcy na prawo. Ja jestem Peter Jones. To wszystko, do swoich pokoi. - rzucił z uśmiechem. Miły Deep. Poczłapaliśmy na górę. Na drzwiach były napisane imiona wszystkich zamieszkujący dany pokój.
Lorcan Scamander, Lysander Scamander, 
Dominique Weasley, Alexander Onodera. 
Weszliśmy do środka. Na łóżku obok okna siedział zapewne Alex czytając jakąś książkę a na łóżku obok leżał kufer Domiego. Z łazienki wydobywał się odgłos prysznica. 
- Cześć, jestem Lysander - odparł mój brat i podał rękę chłopakowi siedzącemu na łóżku. Odłożył książkę i uścisnął dłoń mojego brata.
- Alex, miło mi.
- A ja Lorcan, mów mi Lori - uśmiechnąłem się miło i również podałem rękę Alexowi a on ją uścisnął. Z łazienki leniwie wyczłapał się Domi w samych bokserkach przecierając ręcznikiem włosy.
- Cześć, Domi - zrobiliśmy naszą 'piąteczke' (czyt. ręce najpierw uderzają o siebie wierzchami, później wnętrzem, 'żółwik', jakby uciekanie palcami w tył i lekko w górę). Alex się zarumienił gdy spojrzał na Domiego i wziął z powrotem książkę, którą studiował. Położyłem się na łóżku a Lysander wziął nasze rzeczy i rozpakował je w łazience. Powoli usypiałem myśląc o dotyku Hugiego... 
- Lori, idź się umyć, później będziesz marzył - wróciłem do rzeczywistości. Wziąłem szybki prysznic, wyszedłem w bokserkach i klapnąłem na łóżko. Alex powoli szykował się do snu a Domi czytał jakąś książkę usiłując usnąć. Okryłem się szczelnie kołdrą i usnąłem myśląc o Hugim.

Trochę mi zeszło ale w końcu napisałam. Proszę o obiektywną ocenę, choć to mój pierwszy yaoiec. Chciałam też zareklamować mój ukochany fanpage:


Hinoko
xoxo

7 komentarzy:

  1. Widziałabyś mój wyraz twarzy, kiedy zdałam sobie sprawę, że do Hogwartu przyjmują cię w wieku 11 lat, więc teoretycznie te gorące homoseksualne ciacha powinny być dziećmi xdddddd Park Ji Ah, ty kochany trollu ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. jedenastoletni gej xd tego jeszcze nie było, ale przyznam mała, że zainteresowałaś mnie :D z wielką chęcią przeczytam kolejny rozdział <3 tylko pisz jak najszybciej ;**

    OdpowiedzUsuń
  3. Trololo, no fakt yaoi u jedenastolatków to coś nowego XD Ale może wyjść z tego coś naprawdę ciekawego :3 Tylko jakoś tych bohaterów strasznie dużo ;-; ja się pogubię. Ja to wiem ;-; I widzę też, że oprócz yaoi ma się pojawić jeszcze yuri? ^^ Zapowiada się naprawdę fajnie :D
    A ja jeszcze coś powiem, bo mi na przykład nie przypadając do gustu takie typowe ukesie jak Hugo tu ._. rumieni się i mruczy i się uśmiecha i się rumieni ._. jest zbyt słodki ._. ale to tylko moja opinia, nie musisz zwracać na nią uwagi XD"
    Czekam na następną notkę i przy okazji zapraszam do siebie :3
    (jeśli oczywiście kojarzysz Bleacha ^^ coś z anime musisz mieć wspólnego, jeśli mowa o yaoi, a w bohaterach widziałam kilka znajomych mi twarzy taki jak Kurokoś z KnB XD) [oczywiście wystarczy kliknąć w mój nick by przejść do mojego profilu ^^]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, owszem, bohaterów jest dużo, lecz oni są bohaterami drugoplanowymi i nie będą się pojawiać rzadziej. Opisałam ich wszystkich gdyż wzorowałam się na drzewie genealogicznym następnego pokolenia. :3 Tak, zdecydowałam się opisać trochę yuri, choć nie mam żadnego doświadczenia... może coś wyjdzie, kto wie.

      Usuń
    2. będą się pojawiać rzadziej* XD

      Usuń
  4. Opowieść zapowiada się ciekawie, czekam na więcej <3

    Mój pierwszy blog o 1D :D
    http://love-is-love-ziallhoralik.blogspot.com/
    Opowieść na pewno nie skończy się w połowie, bo mam już cały materiał ;]

    OdpowiedzUsuń
  5. Inspirujące... Intrygują mnie po całości takowe historie zwłaszcza, gdy są opisane w miejscach/fabułach, które wręcz uwielbiam :) Brawo za imagine:)

    OdpowiedzUsuń